W miastach przybywa darmowych punktów dostępowych do bezprzewodowego Internetu. Tego typu rozwiązanie nie podoba się operatorom, którzy czują zagrożenie. Co na to UKE?Coraz więcej samorządów decyduje się na oferowanie darmowego Internetu w głównych punktach swoich miast. Zadowoleni są mieszkańcy, bo mogą korzystać z darmowego Internetu. Mniej powodów do zadowolenia mają telekomunikacyjni operatorzy, którzy czują zagrożenie. Eksperci przyznają, że rosnący zasięg darmowych hot-spotów stawia operatorów w kłopotliwej sytuacji i może obniżyć zainteresowanie z ich strony inwestowaniem w likwidację tzw. białych plam.
Swoje stanowisko w sprawie świadczenia darmowego lub niskopłatnego internetu przej jednostki samorządowe terytorialnego (jst) przedstawił Urząd Komunikacji Elektronicznej. „Projekty do nas zgłaszane negocjujemy z jst w taki sposób żeby nie były szkodliwe dla rynku (ograniczamy przepływność do 256 kbit/s, czasem w wyjątkowych sytuacjach do 512 kbit/s), wprowadzamy także obowiązki związane z przerywaniem sesji i – w zależności od sytuacji panującej na rynku – ograniczenia związane z limitem transferu danych. Naszym zdaniem usługi samorządów do nas zgłaszane nie szkodzą rynkowi, przeciwnie, motywują operatorów do większych starań i zaoferowania klientom czegoś więcej niż niegwarantowana usługa internetowa, często sprzedawana jako 2 Mbit/s a świadczona jako 256 kbit/s” – wyjaśnia Anna Streżyńska, prezes UKE.
Szefowa UKE przyznaje jednak, że obecnie brak jest uprawnień do egzekwowania przestrzegania nałożonych ograniczeń, co oznacza, że obecnie łamanie zasad jest bezkarne, a kontrole mogą się skończyć tylko zaleceniami, których podmioty te nie muszą przestrzegać.
W ocenie szefowej UKE optymalne byłoby także, żeby samorząd, który chce świadczyć darmowy internet, przeznaczył na to określoną kwotę i ogłosił przetarg na te usługę, w którym wezmą udział operatorzy. Zbyt często świadczą te usługi za pomocą własnych pracowników lub jednostek komunalnych, co powinno być ostatecznością.
Źródło: media2.pl
